firma copywriterska

4 błędy jakie popełniłam otwierając firmę copywriterską

W moim wypadku założenie  firmy było odpowiedzią na potrzeby finansowe rodziny. Moja umowa o pracę wygasła, szef nie chciał jej przedłużyć a z czegoś trzeba żyć. Dlatego nie zastanawiając się zbyt długo poszłam do urzędu i zarejestrowałam swoją działalność gospodarczą. I w taki sposób 1. kwietnia 2012 roku oficjalnie rozpoczęła działalność moja firma.

Dlaczego zdecydowałam się na założenie firmy?

No cóż, jestem osobą, która lubi proste i wygodne rozwiązania. Praca freelancera niestety nie należy do prostych organizacyjnie. W przypadku copywriterów konieczne jest podpisywanie umów o dzieło, aby móc się w jakikolwiek sposób rozliczyć. Trzeba zadbać o ubezpieczenie zdrowotne, by móc się leczyć. Ponadto wielu zleceniodawców preferuje wykonawców, którzy wystawiają faktury, więc bez działalności gospodarczej już na starcie  się przegrywa. Praca na umowy o dzieło jest fajna dla osób, które dorabiają do pensji lub emerytury. Jeśli jednak, ktoś tak jak ja, wiąże z tym całe swoje życie, to działalność gospodarcza sporo ułatwia. Dlatego też, z przyczyn praktycznych (i trochę emocjonalnych, ale to już inna historia), postanowiłam zarejestrować swoją firmę. Niestety nie obyło się bez błędów i to dość poważnych.

1. Brak klientów

Moje rozstanie z pracodawcą nie przebiegało spokojnie. Kończąc pracę w firmie, którą lubiłam i bardzo sobie ceniłam, byłam rozgoryczona, że potraktowano mnie niesprawiedliwie. Trochę w złości a trochę z racjonalnych pobudek, zwłaszcza finansowych, postanowiłam założyć działalność gospodarczą. Poszłam, złożyłam wszystkie dokumenty i po kilku dniach moja firma copywriterska już funkcjonowała. Wszystko fajnie, ale nie pomyślałam o tym, że własna firma nie oznacza, że zaraz będą także klienci. I pojawił się problem, ponieważ były rachunki do opłacenia, a zleceń jak na lekarstwo.

Dziś już wiem, że najpierw trzeba zrobić dokładne rozeznanie rynku. Poszukać pierwszych klientów. Stworzyć na bazie współpracy swoje portfolio. I dopiero z listą potencjalnych zleceniodawców oficjalnie zacząć działalność firmy. Wiedza nieco spóźniona, ale z pewnością przydatna 🙂 .

2. Brak pewności siebie

Zanim powstała moja firma pisałam teksty dla swojego pracodawcy. Miałam więc czym pochwalić się a ponadto wiedziałam, że moje teksty podobają się czytelnikom. Ale to była wiedza teoretyczna. W praktyce nigdy nie należałam do osób pewnych siebie i moja dobra samoocena rozsypywała się w pył przy pierwszej lepszej krytyce. Brak pewności siebie sprawiał, że niemal zawsze szłam na rękę klientom. Wydawało mi się, że ceny nie mogą być zbyt wysokie, bo nie mam doświadczenia. Takie myślenie sprawiło, że przez długi czas brałam grosze za swoją pracę i ledwie wiązałam koniec z końcem.

Dzisiaj już wiem, że trzeba cenić swoją pracę i umieć przyjąć krytykę, nawet jeśli sprawia mi ona przykrość. Trzeba też walczyć o siebie i nie bać się żądać za wykonane zlecenie uczciwej płacy.

3. Każdy klient jest na wagę złota

Na początku prowadzenia własnej działalności przedsiębiorcy walczą o każdego klienta. Ja też tak robiłam. Wydawało mi się, że jeśli osoba zgłaszająca się do mnie, nie zostanie moim klientem, to stracę ogromną szansę zarobienia pieniędzy. Brałam więc zlecenia jak leci. Obniżałam ceny, aby zdobyć lub zatrzymać klientów. Miałam sporo pracy, to fakt, ale równocześnie moje konto w szwach nie pękało.

Z biegiem czasu moje podejście do klientów uległo zmianie. Doszłam do wniosku, że nie muszę pracować za bardzo niskie stawki. Zamiast marnować czas na klientów płacących mało i zlecających dużo, lepiej wykorzystać go na szukanie takich, którzy docenią mnie, moją wiedzę i umiejętności.

4. Wykonam każde zlecenie

To kolejny błąd, który nie raz odbił mi się czkawką. Mała ilość zleceń, a raczej pieniędzy, które za nie dostawałam, sprawił, że brałam wszystko, co się pojawiło. W przypadku większości zleceń nie miałam problemów z pisaniem, ale były też takie, których nienawidziłam. Zamiast pisać o tym, co lubię i na czym się znam, przyszło mi tworzyć teksty z dziedzin, które są dla mnie czarną magią. Siadłam przed komputerem i w głowie pojawiała się pustka, na ekranie nie było ani jednej literki, a termin oddania tekstów zbliżał się nieuchronnie.

Dziś już nie męczę się pisaniem. Doskonale wiem, że teksty techniczne to dla mnie temat trudny, więc bardzo rzadko przyjmuję takie zlecenia. Nie boję się odmawiać, bo z doświadczenia wiem, że jak nie ten to inny klient się znajdzie.

Od początku bardzo lubiłam pisać teksty. Każde kolejne zlecenie było dla mnie wyzwaniem. Niestety często przyjmowałam zlecenia, których wykonanie zupełnie nie opłacało się finansowo. Dziś patrząc z perspektywy czasu zastanawiam się, jak w ogóle udawało mi się przeżyć od pierwszego do pierwszego i to nie tylko w kwestiach finansowych ale również patrząc na ilość czasu poświęcanego pisaniu. 6 lat prowadzenia firmy nauczyło mnie sporo. Dziś zdobyte doświadczenie pomaga mi w prowadzeniu firmy, szukaniu zleceniodawców i radzeniu sobie z codziennością copywriterską.

kiedy brakuje zleceń

Co robi copywriter, kiedy brakuje zleceń?

Praca freelancera ma wiele zalet, ale ma też kilka poważnych wad. Jedną z nich jest konieczność szukania dla siebie zleceniodawców. Jedni copywriterzy mają z tym problem na początku swojej działalności, inni przez cały czas a jeszcze inni przez brak zleceń zupełnie rezygnują z pisania tekstów. Jest jednak kilka sposobów na przeczekanie dni bez zleceń.

Serwisy pośredniczące

Miesiąc temu obchodziłam 6 urodziny mojej działalności gospodarczej. Przez ten czas udało mi się nawiązać sporo kontaktów zawodowych. Klienci polecają mnie sobie i dzięki temu nie narzekam specjalnie na brak zleceń, zwłaszcza, że w ostatnim czasie pisanie na zlecenie stało się moją pracą dodatkową. Zdarzały się jednak miesiące, kiedy musiałam zapłacić wszystkie rachunki, a zleceń było jak na lekarstwo. Wtedy zaczęłam rozglądać się za miejscami, gdzie można szybko napisać teksty i otrzymać za nie zapłatę.  Jednym z nich były serwisy pośredniczące między zleceniodawcami a copywriterami. Jest ich w sieci co najmniej kilka i większość działa na podobnej zasadzie. Najpierw trzeba się zarejestrować w wybranym serwisie, następnie przesłać do oceny swój tekst. Po kilku dniach otrzymuje się informację o dołączeniu do grona copywriterów.  Po akceptacji można zacząć zarabiać. Zazwyczaj copywriter ma dostęp do listy zamawianych tekstów, z których może wybierać tematy najbardziej mu odpowiadające. Każde zlecenie poza tematem zawiera także informację o jakości tekstu i cenie za 1000 znaków. Copywriter wybiera i rezerwuje dla siebie tekst, pisze go a następnie wysyła do klienta. W razie uwag tekst trzeba poprawić. Po zaakceptowaniu przesłanego tekstu na wirtualne konto copywritera wpływają pieniądze, które można wypłacić po uzyskaniu minimalnej kwoty, na koniec miesiąca rozliczeniowego albo wtedy, kiedy ma się na to ochotę (dokładne informacje znajdują się w regulaminie serwisu).

Jak dla mnie zaletą takich serwisów jest stały dostęp do zleceń. Większość tekstów zamawianych w tego typu stronach to teksty SEO nie wymagające specjalnej wiedzy ani umiejętności, więc można napisać ich całkiem sporo, co przekłada się bezpośrednio na pieniądze. Niestety wadą takich serwisów jest niska cena za 1000 znaków, która waha się od 2 – 8 zł. Za takie pieniądze piszą już tylko początkujący copywriterzy, niemniej jednak kiedy posucha zleceniowa doskwiera serwisy dla copywriterów pozwalają załatać dziurę budżetową.

Sprzedaż gotowych tekstów

Drugim sposobem na zarobek jest pisanie tekstów i ich sprzedaż za pośrednictwem serwisów przeznaczonych do tego celu. Paczki gotowych tekstów tematycznych można sprzedać za pośrednictwem serwisu aukcyjnego Allegro, albo specjalnych grup na Facebooku. Ja osobiście nie lubię pisać w ciemno a potem sprzedawać gotowców i raczej stawiam na pisanie artykułów na zlecenie, niemniej jednak to też sposób na dodatkowych kilka złotych.

Poszukiwanie zleceń

Niezależnie od ilości zleceniodawców zawsze warto szukać nowych. Dlatego jak najczęściej należy umieszczać swoje ogłoszenia o chęci podjęcia współpracy na stronach, gdzie mogą znajdować się potencjalni klienci. Ja, na początku swojej kariery copywriterskiej korzystałam z forum PiO, gdzie o pozycjonowaniu i optymalizacji rozmawiają przedstawiciele firm, którzy potrzebują tekstów SEO. Od niedawna aktywnie szukam zleceń również na Facebooku oraz w serwisach ogłoszeniowych. Jest to żmudne i nieraz nic z tego nie wychodzi, ale to zawsze sposób na wyjście z dołka zleceniowego. 🙂

Brak zleceń w pracy freelancera zdarza się dość często. Bywają okresy bardzo dobre, ale również bardzo złe. Trzeba dawać sobie radę zarówno z dużą ilością zleceń jak i z ich brakiem.

Życzę Ci, aby w Twojej pracy było jak najmniej przestojów.

 

 

 

czas wolny

Majówka – czas wolny, kiedy nic nie muszę

Już bardzo dawno nie było takiej chwili, w której nie musiałabym zupełnie nic. Zawsze z tyłu głowy coś mi mówiło, że klienci czekają na teksty i nie mogę ich zawieść, że za kilka dni trzeba będzie zapłacić ZUS, albo jakieś inne rachunki i muszę na nie zarobić, że muszę jeszcze to albo tamto. A w tym roku stwierdziłam, że ja tak naprawdę nic nie muszę i to jest wspaniałe.

 

Praca na etacie – mniejszy ZUS i wolny czas

Własna firma ma sporo zalet, ale praca na etacie też nie jest zła. Od kilku miesięcy robię to, co lubię, czyli piszę teksty, ale na etacie. Ma to swoje wady, ale ma też sporo zalet. Przede wszystkim wreszcie mam wyraźne rozgraniczenie tego, co jest pracą i tego, co jest domem. W pracy myślę o wykonywanych obowiązkach, a nie o tym, żeby włączyć pranie, zrobić zakupy, ugotować obiad itd. To bardzo wygodne, ale też bardzo efektywne. Dzięki podziałowi na pracę i dom okazało się, że mam więcej czasu, wszystko jest zrobione a do tego udało mi się wygospodarować czas na pracę dodatkową – czyli prowadzenie firmy.

 

Firma poza etatem

Wiem, że wiele z Was także prowadzi własną działalność poza godzinami pracy na etacie. Pewnie niejedna zastanawia się jak to możliwe, że praca dla kogoś daje mi więcej wolnego czasu. Wiem, że to wygląda trochę dziwnie, ale w przypadku mojej działalności gospodarczej opierającej się na pisaniu i publikowaniu tekstów, praca etatowa to wybawienie. Przede wszystkim, jak już pisałam, pojawił się rozdział obowiązków zawodowych i domowych. Ponadto miejsce pracy nie pokrywa się z miejscem wykonywania obowiązków domowych, dzięki czemu zarówno jedne jak i drugie można wykonać szybciej i efektywniej. Czas, który pozostaje mi po wypełnieniu wszystkich punktów dziennego planu mogę przeznaczyć na wykonywanie zadań związanych z prowadzeniem swojej firmy. Wtedy nawiązuję nowe kontakty z reklamodawcami i klientami, wykonuję zlecenia, wystawiam faktury itd. Praca etatowa zapewnia mi podstawową pensję, dzięki czemu praca w domu staje się przyjemniejsza. Ponadto zmniejsza się również wysokość opłat, które co miesiąc obniżały mój dochód, a tym samym nie mam z tyłu głowy, że muszę zapracować co najmniej na opłacenie ZUS, księgowej, prądu czy internetu. Na niższe opłaty po prostu zawsze mi starcza.

 

Majówka – czas wolny

Praca na etacie to także możliwość korzystania z urlopu. Prowadząc własną działalność nie zawsze można sobie na to pozwolić. W moim wypadku przez niemal sześć lat prowadzenia działalności gospodarczej nie miałam możliwości odpoczynku, ponieważ zawsze było, że coś muszę. Dziś jak pisałam nie muszę nic i dlatego w tę majówkę robię tylko to, co chcę :). A w planach jest spanie do południa (akurat to pewnie nie wypali, bo jestem raczej rannym ptaszkiem), pyszny, rodzinny obiad, spacer z dziećmi, wspólne oglądanie kreskówek a może też kilka partii planszówek, które moje dzieci bardzo lubią. To wszystko mam zamiar zrobić, bo chcę a nie dlatego, że muszę.

 

Życzę Wam wszystkim tego, aby co pewien czas znaleźć chwilę, kiedy nie robi się tego co muszę a tylko to, co chcę!

 

 

seniorzy24.pl

Seniorzy24.pl – serwis, którym dowodzę

Na co dzień zarabiam na życie pisaniem tekstów. Zazwyczaj są to teksty pisane na zlecenie. Niekiedy tworzę artykuły na strony internetowe, innym razem wpisy na blogi firmowe albo teksty seo. Jednakże poza codziennymi obowiązkami związanymi z pracą copywritera od ponad trzech lat jestem właścicielką serwisu internetowego Seniorzy24.pl. Dzisiaj kilka słów o tej, nieco hobbystycznej części mojej działalności.

Jak powstał serwis Seniorzy24.pl?

W 2015 roku postanowiłam stworzyć serwis internetowy, który pozwoli mi dodatkowo zarobić. Szukałam sensownej tematyki. Serwisów dla kobiet, rodziców, fanów motoryzacji czy portali informacyjnych i plotkarskich jest pełno, więc trudno być konkurencją dla takich mediów, zwłaszcza, że za wieloma z nich stoją duże wydawnictwa i pieniądze. Zanim mój serwis zostałby zauważony minęłoby sporo czasu. Rozmawiałam na ten temat z mamą, która stwierdziła, że nie ma fajnych serwisów dla seniorów. Podchwyciłam temat i zaczęłam działać. Najpierw szukałam wspólnika, który ogranie techniczną stronę serwisu. Chętnych było kilku, ale niestety trudno było się z nimi dogadać. Ostatecznie wsparł mnie właściciel Agencji Reklamowej Arial-Media Mateusz Janik.  Wspólnymi siłami udało nam się stworzyć serwis dla osób w wieku 50+ Seniorzy24.pl.

Początki były trudne

Muszę szczerze przyznać, że początki naszego serwisu nie były łatwe i to z wielu powodów. W pierwszej kolejności serwis był niskonakładowym przedsięwzięciem. Większość rzeczy robiliśmy we własnym zakresie począwszy od ustawień strony, a skończywszy na pisaniu tekstów czy promocji. To co tylko było możliwe wykonywaliśmy własnoręcznie korzystając z darmowego oprogramowania. Nie było łatwo. Na początku naszą stronę odwiedzało raptem kilkadziesiąt osób miesięcznie. Nasze logo ginęło gdzieś w internecie i nikt specjalnie się nami nie interesował. Profil na Facebooku miał zaledwie kilkudziesięciu fanów i nie wyglądało na to, żeby ilość ta miała w najbliższym czasie wzrosnąć.  Czasami miałam ochotę stwierdzić, że ten pomysł to totalny niewypał i najlepiej dać sobie z tym wszystkim spokój.

Aż pewnego dnia…

W 2016 roku przyszedł do mnie mail, w którym zostałam poproszona o objęcie patronatem medialnym Targów Viva Senior- odbywających się w Poznaniu. Było to dla mnie ogromnym zaskoczeniem, ponieważ nie mogliśmy pochwalić się zbyt dużymi statystykami. Wprawdzie odwiedzało nas coraz więcej czytelników, ale nie można powiedzieć, żebyśmy stali się bardzo popularnym serwisem senioralnym. W każdym bądź razie właśnie na początku roku 2016 zauważono nas i potraktowano na równi z innymi serwisami o podobnej tematyce.

Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale…

Ten mail od organizatorów Targów Senioralnych sprawił, że poczułam, iż prowadzenie serwisu ma sens i warto w niego inwestować, nie tylko pieniądze. Z czasem publikowaliśmy coraz więcej tekstów. Powstawały kolejne działy naszego serwisu.  Pojawiły się także pierwsze oferty współpracy reklamowej. Wprawdzie większość firm podkreślała, że nie jesteśmy zbyt atrakcyjnym serwisem jeśli chodzi o ilość odwiedzających nas internautów, niemniej jednak tematyka, którą poruszamy jest tak specyficzna, że zaryzykują współpracę z nami. Wygląda na to, że ta współpraca była dla nich opłacalna, bo wiele firm wielokrotnie powraca ze swoimi zleceniami na reklamę.

Dziś – zmiana formy własności i dalszy rozwój

W 2017 roku moja współpraca z firmą Arial-Media ustała, a serwis przeszedł na moją wyłączną własność. Współpraca z Mateuszem przez cały czas układała się bardzo dobrze, niemniej jednak zdarza się, że nawet najlepsi wspólnicy muszą się rozejść. Od momentu przejęcia serwisu Seniorzy24.pl został on gruntownie odnowiony. System WordPress, wykorzystywany do jego obsługi musiał zostać zaktualizowany i odnowiony, dzięki czemu poprawiła się jakość odbioru całej strony. Powstała podstrona skierowana do reklamodawców, którzy chcą współpracować z serwisem. Ponadto zorganizowałam również serię akcji promocyjnych dla firm, które chciałyby nawiązać płatną współpracę. Dzięki newsletterowi skierowanemu do reklamodawców mogę co pewien czas oferować im nowe opcje reklamowe,  z których niektórzy subskrybenci korzystają. Ponadto powstaje newsletter skierowany do seniorów.

Seniorzy w sieci – to trudny temat

Wprawdzie o seniorach mówi się coraz więcej, ale to niełatwy temat. Osoby starsze nie są zbyt aktywne w sieci, a to z kolei sprawia, że statystyki serwisu nie porażają swoimi wielkościami. Po trzech latach naszą stronę odwiedza ok. 3500 osób miesięcznie. FanPage polubiło w tym czasie 1050 osób, ale tylko niewielka grupa odbiorców jest aktywna, bierze udział w ankietach, lubi, komentuje lub udostępnia posty. Przy okazji warto wspomnieć, że tak słaby odzew w mediach społecznościowych nie jest niczym niezwykłym. Duże serwisy senioralne gromadzą wokół siebie średnio 2 tys. fanów. Serwisy te także nie mogą  poszczycić się szczególnie dużym odzewem na wstawiane posty.

Co dalej…

Czasami mam ochotę odpuścić sobie już ten temat i sprzedać serwis, albo go po prostu zostawić i niech sobie jest. Wtedy jednak otwieram skrzynkę mailową a tam prośba o patronat, podziękowanie za udział w akcji, którą promowaliśmy, a na naszym profilu Facebookowym ktoś napisze komentarz do wstawionego posta albo jakiś wpis ma wyjątkowo dużo czytelników. To wprawdzie niewielkie rzeczy, ale dają poczucie, że to co robię nie jest tak zupełnie pozbawione sensu. Wprawdzie Seniorzy24.pl nie do końca spełnili swoją komercyjną funkcję, ale prowadzenie tego serwisu daje mi ogromną satysfakcję i chyba nie zrezygnuje z niego tak szybko.