Zlecenia dla copywritera – jak to wygląda?

Pamiętam z początku mojej pracy w zawodzie copywritera, jak trudno było mi znaleźć i zrozumieć ogłoszenia dotyczące zlecanych zadań. W sumie to może się wydawać, że przecież czytanie ogłoszeń i zgłaszanie się do nich jest bardzo proste, jednakże moim zdaniem warto zlecenia dla copywritera zobaczyć, aby je zrozumieć a w razie nawiązania współpracy wiedzieć o co dopytać.Czytaj dalej

smutek

Praca w domu i zły humor

Dzisiejszy wpis należy do tych, które wydają się być zupełnie nie związane z copywritingiem. Jak się jednak okaże zły humor, jesienna chandra czy depresja to określenia, które powinny być na stałe zapisane w słowniku tych, których domeną jest praca w domu.

Freelancer to ma życie…

Na forach internetowych, w grupach dyskusyjnych oraz na blogach dotyczących copywritingu dość często pojawia się temat pracy w domu. Jest ona zazwyczaj wychwalana pod niebiosa, bo pozwala dostosować tempo i czas pracy do siebie, daje dowolną ilość wolnego czasu, można spać do południa i chodzić cały dzień w piżamie, nie mówiąc już o braku konieczności założenia garsonki i zrobieniu makijażu. Dla osoby pracującej w godzinach od 8 do 16.00, która codziennie musi wstać o 6.30, aby przygotować się do pracy i zdążyć dojechać do biura, praca freelancera wydaje się być cudowna.

Jak to jest naprawdę?…

Właściwie wszystko, co wyżej napisano jest prawdą. Praca w domu zachwyca, zwłaszcza tych, którzy pracują lub dopiero zrezygnowali z etatu. Jednak w przypadku dużej grupy freelancerów, którzy pracują w domu przez wiele miesięcy, a niekiedy nawet lat, zalety takiej pracy bledną. W zamian pojawiają się coraz bardziej zauważalne wady takiej formy pracy. Jest ich bardzo wiele. Przede wszystkim pojawia się samotność. Praca w domu w większości wypadków wiąże się z odosobnieniem lub przebywaniem w otoczeniu tylko najbliższych osób. Jest to wspaniałe, ale na krótką metę. Po pewnym czasie przyjemność przebywania z rodziną bez ograniczeń może stać się koszmarem. Możliwość spania do południa to zaleta w oczach osób, które każdego dnia muszą wstawać o świcie, by przygotować się do pracy. W przypadku freelancerów bywa z tym bardzo różnie. Często jednak pojawia się stwierdzenie: co z tego, że „można”, skoro i tak trzeba wstać przed siódmą, żeby przygotować dzieci do szkoły i śniadanie współmałżonkowi? Można chodzić cały dzień w piżamie – to rzeczywiście fajne, ale przecież tak się nie da. Patrząc obiektywnie i tak trzeba ubrać się, chociażby po to, żeby w sklepie kupić bułkę i mleko na śniadanie. Nie trzeba stroić się ani robić makijażu – co racja, to racja 🙂 Tyle tylko, że chodzenie cały czas w dresie i w byle jak spiętej kitce to dla kobiety przygnębiające. Przecież lubimy ubrać na siebie choć czasami coś ładnego. A po co się stroić skoro nawet koleżanka z pracy tego nie zauważy, nie mówiąc już o tym przystojnym koledze z biura obok. Na koniec ten znienawidzony ośmiogodzinny dzień pracy.  Muszę przyznać, że ja oddałabym za takie 8 godzin bardzo wiele. W domu pracuję po 16 godzin – tyle tylko, że czas ten jest przerywany obowiązkami domowymi i zazwyczaj nie tak wydajnie wykorzystany jak czas spędzony w biurze.

Ale przecież wszystko można sobie poukładać…

To zdanie znajdzie się z pewnością w komentarzach do tego tekstu. Podobnie zresztą jak stwierdzenie „jestem introwertykiem i praca w domu, w samotności mi nie przeszkadza”. Może to i racja. Tyle tylko, że, przynajmniej w moim wypadku, po 6 latach pracy w domu, miałam dość. Jestem osobą, która nie potrzebuje wielkich imprez ani dziesiątków znajomych, ale przebywanie wyłącznie w kręgu najbliższych – okazało się bardzo męczące. Nie lubię specjalnie się stroić, ale czasami bardzo brakuje mi tego, aby założyć coś ładnego – bo w domu to nawet szkoda tę nową sukienkę czy bluzkę zakładać. Po 6 latach pracy nadal nie potrafię zaplanować pracy od A do Z, bo każdego dnia zdarza się coś niespodziewanego. Raz dzieci wrócą wcześniej ze szkoły, innym razem mają grypę a jeszcze kiedy indziej to mnie rozkłada przeziębienie. Do tego zakupy, gotowanie, lekarz, urząd i tysiąc spraw, które trzeba załatwić. Być może to tylko ja taka nierozgarnięta jestem, ale…

Smutek, chandra, depresja

To stany, które mogą towarzyszyć pracy w domu. Oczywiście nie muszą, ale dobrze byłoby do tego przygotować się. Jesienią warto wspomóc organizm witaminami z witaminą D na czele, ale trzeba wiedzieć, że takie leczenie nie zawsze pomaga. Kiedy pojawia się uczucie stałego zmęczenia, smutku i niechęci do pracy warto zastanowić się nad jej zmianą. Być może czas najwyższy na pracę w biurze między ludźmi?

Rezygnacja z pracy jako freelancer często postrzegana jest jako porażka. Musisz jednak wiedzieć, że to nieprawda. Ważne jest, aby dobrze czuć się ze sobą nie tylko w domu, ale też podczas pracy. Kiedy pojawiają się pierwsze objawy depresji nie ma na co czekać. Trzeba ratować się etatem.

klient

Gdzie może kryć się klient?

Będąc copywriterem freelancerem trzeba stale szukać nowych klientów. Bywa, że zgłaszają się sami, ale na to nie należy zbytnio liczyć. Zanim Twoi klienci zaczną polecać Cię kolejnym, i kolejnym trzeba nieźle kombinować, aby znalazł się klient. Dziś opowiem ci o tym skąd wziął się jeden z moich najnowszych zleceniodawców. Sama zdziwiłam się, kiedy otrzymałam maila z zapytaniem ofertowym.

 

Wszystko zaczęło się na Facebooku…

Facebook to doskonała platforma do szukania klientów, ale również do nauki i wymiany poglądów z innymi osobami zajmującymi się copywritingiem. Sama należę do kilku grup dla copywriterów, co pozwala zdobyć nową wiedzę oraz poznać przyszłych współpracowników albo klientów. W jednej z takich grup pojawił się post w którym znajdował się link do forum. Na forum zaś opublikowany został wpis, który w niewybrednych słowach tłumaczył jak powinien wyglądać opis produktu. W dużej mierze zgadzałam się z nim, aczkolwiek nie do końca, co pokazałam w swoim komentarzu na forum.

 

Potem było forum…

Pod wpisem na forum rozgorzała żywa dyskusja. Z minuty na minutę rosła lista komentarzy, gdzie klienci i copywriterzy wymieniali się poglądami. Ja też wzięłam udział w tej wymianie zdań. Wśród wielu komentarzy pojawił się i taki, którego autor stwierdził, że „bardzo trudno jest pisać unikalne opisy kilkudziesięciu jednakowych produktów np. sznurków do snopowiązałek, bo co można umieścić w takich tekstach”. Jak na mój gust sznurek do snopowiązałek to akurat bardzo przyjemny temat i można o nim pisać bez końca. Jeden jest miękki w dotyku, inny szorstki, a jeszcze inny kłujący. Sznurki różnią się również kolorem, bo przecież jedne są słomkowe, inne szare, a jeszcze inne brązowe lub kawowe. Oczywiście była to wymiana zdań z przymrużeniem oka.

 

… i znalazł się klient

Po kilku dniach, kiedy już zapomniałam, że w ogóle dyskusja ta miała miejsce, nagle pojawił się klient, któremu spodobało się moje podejście do opisów produktów, więc postanowił zlecić mi opisy do swojego sklepu. Co, jak co, ale klientów z ostrej dyskusji na forum raczej się nie spodziewałam. Udało nam się jednak dogadać i nawiązaliśmy współpracę. Muszę przyznać, że to jeden z klientów pozyskanych w co najmniej dziwny sposób.

Z tej historii można wyciągnąć jeden wniosek – nigdy nie wiesz, gdzie kryje się Twój klient, więc uważaj, co i jak piszesz.

jak zarabiać na pisaniu

Jak zarabiać na pisaniu?

Pisanie na potrzeby sieci to bardzo szerokie pojęcie. Słowami można zarabiać na wiele różnych sposobów. Można pisać teksty na zlecenie, prowadzić bloga, zająć się afiliacją, przygotowywać ebooki i kursy internetowe. To tylko początek listy możliwości, jakie daje słowo pisane. Dziś kilka pomysłów na to jak zarabiać na pisaniu.

Pisanie tekstów na zlecenie

To jeden z bardziej popularnych sposobów zarabiania na pisaniu tekstów. Klient zleca napisanie określonych tekstów, a po ich dostarczeniu autor otrzymuje umówioną zapłatę. Taka forma współpracy najczęściej dotyczy copywriterów, ale również dziennikarzy i autorów scenariuszy spotów reklamowych czy filmów.  W zależności od rodzaju tekstu, jaki autor tworzy kwoty uzyskane za jego napisanie mogą znacząco się różnić. Cechą charakterystyczną tej formy współpracy jest uzależnienie autora tekstów od zleceniodawców – jeśli klient nie zamówi tekstów nie ma szans na zarobek.

Prowadzenie bloga

W ostatnich latach okazało się, że jedną z ciekawych form zarabiania na pisaniu jest prowadzenie własnego bloga. Hitem stały się blogi eksperckie, w których autor dogłębnie porusza znajomą sobie tematykę. Przykładem może być blog Michała Szafrańskiego „Jak oszczędzać pieniądze”, o którym pisałam tutaj. Innym bardzo popularnym blogiem tego typu jest „To się opłaca” Agnieszki Skupieńskiej lub „Jestem Interaktywna” Oli Gościniak. Każdy z tych blogów porusza tematykę, w której specjalizuje się autor. Poza blogami eksperckimi można spotkać również blogi lifestylowe – opisujące życie autora, blogi o tematyce społecznej, politycznej, hobbystycznej. W sieci blogów są miliony. Tyle tylko, że nie każdy z nich zarabia. Blog, który przynosi korzyści finansowe to nie rzadkość, ale autor musi sporo się napracować, aby móc się z niego utrzymać. W przypadku blogów autor musi nie tylko umieć pisać ciekawe, wciągające teksty, ale również stać się świetnym marketingowcem, aby zainteresować swoją pracą czytelników.

Pod hasłem „Zarabianie na pisaniu bloga” najczęściej rozumiemy pieniądze z reklam, artykułów sponsorowanych oraz współpracy z markami. Niektórzy blogerzy idą krok dalej i tworzą swoje produkty, które sprzedają i w ten sposób zarabiają.

 

Afiliacja

Afiliacja to sprzedaż produktów za pomocą polecania. Osoby specjalizujące się w tworzeniu tekstów sprzedażowych mogą zabłysnąć na tym polu. Tworzenie stron, których zadaniem jest polecanie produktów w celu ich sprzedaży to częsta metoda zarabiania. Dzięki afiliacji można pozyskać ogromne sumy pieniędzy, o czym można przekonać się na przykładzie wspomnianego już blogera Michała Szafrańskiego (zajmuje się on polecaniem produktów finansowych). W jego przypadku dochody ze sprzedaży polecanych produktów sięgały dziesiątków tysięcy złotych. Niestety w przypadku większości osób zajmujących się tą metodą zarobkowania kwoty są znacznie niższe. W zależności od umiejętności i zaangażowania można zarobić od kilku groszy po kilka tysięcy złotych miesięcznie.

Tworzenie kursów on-line

Obecnie bardzo popularne są kursy on-line.  Występują one w różnych formach. Niektórzy autorzy stawiają na video, inni audio, a jeszcze inni na ebooki lub pliki tekstowe. Niezależnie jednak od rodzaju i tematu, każdy kurs potrzebuje treści pisanej. Tutaj doskonale sprawdza się umiejętność tworzenia ciekawych, eksperckich i edukacyjnych tekstów. Kursy on-line to bardzo często jeden z produktów sprzedawanych przez blogerów. Połączenie blogów eksperckich z kursami dotyczącymi tematów poruszanych we wpisach to doskonały sposób na zarobek.

Ebooki

Ebooki albo inaczej elektroniczne książki to kolejny sposób na zarobienie na pisaniu. Osoby, które tworzą powieści, opowiadania czy piszą wiersze mogą w ten sposób pokazać, że istnieją i przy okazji zarobić pierwsze pieniądze. W dzisiejszych czasach trudno jest wybić się pisarzom i poetom. Często zdarza się, że wysyłane do wydawnictw powieści wracają po wielokroć z informacją o odmowie wydania. Niekiedy nawet nie ma sensownego powodu, dla którego wydawnictwo rezygnuje z rękopisu. Ebooki to świetny sposób na rozpoczęcie kariery przez autorów piszących do szuflady. Wydanie swoich utworów w takiej formie nie wymaga szczególnych nakładów, a ich sprzedaż też może okazać się znacznie łatwiejsza niż wersji papierowej. Warto przy okazji zauważyć, że jeśli wydanie i sprzedaż ebooka skończą się powodzeniem, w przyszłości znacznie wzrastają szanse na wydanie utworów w wersji papierowej – wydawcy chętniej współpracują ze sprawdzonymi autorami.

Każda z wymienionych metod zarabiania na pisaniu jest dobra. Jednak każda z nich jest inna i przeznaczona dla kogo innego. Pamiętaj, że najlepiej zarabiać na tym, co lubi się robić. Jeśli nie czujesz się najlepiej w roli autora tekstów seo, bo wolisz pisać powieści, to spróbuj swoich sił wydając ebooka – bardzo możliwe, że Twoja książka podbije serca milionów czytelników i staniesz się kolejnym Mrozem 🙂 . Jeśli długie formy nie są dla Ciebie ale lubisz rzetelność i dokładną analizę faktów możesz wybrać prowadzenie bloga eksperckiego i współpracę z markami w Twojej dziedzinie. Poszukaj takiej formy pracy, która poza gotówką przyniesie Ci także satysfakcję. Pisanie musi być przyjemnością, bo jeśli tak nie będzie zamiast super tekstu powstanie beznadziejny gniot – a tego chyba nikt nie chce.

barter

Barter – musi opłacać się obu stronom

Kiedy prowadzisz własną firmę, wytwarzasz drobne rzeczy lub świadczysz usługi, prędzej czy później znajdzie się ktoś, kto chętnie podejmie z Tobą współpracę na zasadzie barteru. Zanim jednak podejmiesz decyzję o podjęciu się jej, dobrze zastanów się, bo nie zawsze jest to opłacalne. Podobnie w drugą stronę: jeśli chcesz zaproponować barter – najpierw sprawdź, czy współpraca będzie się opłacała  wszystkim stronom.

Czym jest barter?

Często jest tak, że mówi się o umowie barterowej ale nie każdy rozumie to pojęcie. Najprościej mówiąc barter to współpraca bezgotówkowa np. Ty piszesz super teksty dla właściciela sieci hoteli, a on w zamian funduje Ci wakacje w Grecji z noclegiem w swoim hotelu.  Taka współpraca barterowa często wygląda bardzo atrakcyjnie, ale nie zawsze taka jest. Warto pamiętać, zarówno proponując barter jak i podejmując się takiej współpracy, że powinna być ona opłacalna dla wszystkich stron.

Przykład dobrego barteru

Współpraca barterowa może być bardzo opłacalna. Nawet, jeśli nie przynosi na konto kolejnych złotówek, to pozwala na zaoszczędzenie pieniędzy i czasu obu stronom. Jako przykład mogę podać chociażby stworzenie mojej pierwszej strony firmowej. Kiedy zakładałam swoją działalność gospodarczą poza pisaniem tekstów niewiele umiałam. Ponadto nie posiadałam funduszy na zlecenie wykonania strony – to był na ówczesne czasy koszt kilkuset złotych. Dlatego postanowiłam podjąć się współpracy barterowej z Andrzejem – jednym ze swoich znajomych. On przygotował mi stronę, a ja w zamian napisałam mu teksty do przewodnika, który właśnie tworzył. Dzięki temu każde z nas miało to, na czym mu zależało. Dla mnie napisanie tekstów nie było specjalnym wyczynem, aczkolwiek musiałam zagłębić się nieco w historię Bieszczad. Dla Andrzeja stworzenie firmowej wizytówki też nie było wymagającym zadaniem – zajmował się tym na co dzień. Z drugiej strony zanim osobiście udałoby mi się zrobić sobie stronę pewnie bym osiwiała lub musiałabym zatrudnić innego informatyka, a tym samym wydać kilkaset złotych, których akurat nie miałam. Andrzej, gdyby nie ten barter, też miałby do wyboru – samodzielne napisanie tekstów lub zapłacenie innemu autorowi.

Ten barter, choć pojawiły się potknięcia, był udany dla obu stron.

Przykład złego barteru

Trzeba jednak zaznaczyć, że propozycje współpracy bezgotówkowej bardzo często są opłacalne wyłącznie dla osoby, która taką formę współpracy proponuje. Takie propozycje dostaję dość często jako właściciel serwisu Seniorzy24.pl (pisałam o nim TUTAJ). Serwis zrzesza bardzo szczególną grupę czytelników, która w ostatnim czasie stała się grupą docelową wielu kampanii marketingowych. Stąd też co pewien czas pojawiają się propozycje publikacji artykułów sponsorowanych na stronie. Większość reklamodawców pyta o cennik i za publikację tekstu płaci. Są jednak i tacy, którzy pragną podarować redakcji „coś” w ramach barteru.  Kilka dni temu pojawiła się propozycje jednego z hoteli w miejscowości uzdrowiskowej, którego przedstawiciel w zamian za opublikowanie treści sponsorowanej zaoferował voucher na zabiegi świadczone w tym hotelu. Propozycja na pierwszy rzut oka ciekawa, ale po dokładniejszym przyjrzeniu się ofercie, na współpracy zyskuje wyłącznie hotel, ponieważ dla mnie voucher jest zupełnie nieprzydatny. Dlaczego? Przede wszystkim hotel znajduje się kilkaset kilometrów od siedziby redakcji, co wiąże się z koniecznością dojazdu i kosztami (których oczywiście nie pokrywa reklamodawca). Po wtóre po przyjeździe konieczne byłoby spędzenie nocy w tym hotelu – oczywiście opłata za nocleg i wyżywienie leży po mojej stronie. Na koniec mogłabym skorzystać z wybranego zabiegu, co pewnie byłoby bardzo przyjemne 🙂 . Zliczając wszystkie za i przeciw, pewnie zrezygnowałabym z wykorzystania vouchera.

Z drugiej strony propozycji znajduje się hotel, który otrzymuje reklamę w formie publikacji artykułu sponsorowanego. W ten sposób dociera do minimum 3000 potencjalnych klientów miesięcznie.

Jak widzisz, taki barter to całkiem niezły interes – tylko dla kogo?

Czy zawsze musi być po równo?

Zdarza się, że współpracę barterową można wycenić bardzo dokładnie i na tej podstawie stwierdzić czy opłaca się ją podejmować.

Przykład:

Wykonanie strony internetowej to koszt – 800 zł

Napisanie tekstu o określonych parametrach to koszt – 50 zł

Tym samym jedna strona oferuje stworzenie strony za 800 zł, zaś druga dostarczenie 16 tekstów za 50 zł sztuka.

Rozliczenie jest proste i nie nastręcza żadnych problemów.

Zdarza się jednak, że wartość współpracy trudno określić w formie gotówkowej, można ją wycenić tylko z jednej strony lub wartość współpracy jest różna dla stron.

Przykład – moja współpraca z wydawnictwami

Uwielbiam czytać i posiadać książki, jednak jestem okropnym sknerą, który nie lubi wydawać gotówki na książki. Stąd też współpraca barterowa z wydawnictwami to coś, co bardzo sobie cenię. Moja praca jest mierzalna – istnieje cennik za napisanie i publikację tekstu, podobnie jak cena książki, którą promuje wydawnictwo. Zdarza się jednak, że decyduję się na współpracę barterową tylko dlatego, że chcę przeczytać książkę, która dopiero się ukażę lub mieć tomik w swojej kolekcji.

Taka forma współpracy zazwyczaj nie jest opłacalna dla mnie pod względem finansowym, ale i tak się na nią zgadzam, bo kocham mieć książki na półce 😉

Czy zgadzać się na współpracę barterową?

Wszystko zależy od Ciebie. Jeśli uważasz, że uszykujesz na takiej współpracy to zgódź się na nią. Jeśli Twoim zdaniem nic nie zyskujesz to negocjuj warunki lub nie podejmuj się działania bezgotówkowego.

 

firma copywriterska

4 błędy jakie popełniłam otwierając firmę copywriterską

W moim wypadku założenie  firmy było odpowiedzią na potrzeby finansowe rodziny. Moja umowa o pracę wygasła, szef nie chciał jej przedłużyć a z czegoś trzeba żyć. Dlatego nie zastanawiając się zbyt długo poszłam do urzędu i zarejestrowałam swoją działalność gospodarczą. I w taki sposób 1. kwietnia 2012 roku oficjalnie rozpoczęła działalność moja firma.

Dlaczego zdecydowałam się na założenie firmy?

No cóż, jestem osobą, która lubi proste i wygodne rozwiązania. Praca freelancera niestety nie należy do prostych organizacyjnie. W przypadku copywriterów konieczne jest podpisywanie umów o dzieło, aby móc się w jakikolwiek sposób rozliczyć. Trzeba zadbać o ubezpieczenie zdrowotne, by móc się leczyć. Ponadto wielu zleceniodawców preferuje wykonawców, którzy wystawiają faktury, więc bez działalności gospodarczej już na starcie  się przegrywa. Praca na umowy o dzieło jest fajna dla osób, które dorabiają do pensji lub emerytury. Jeśli jednak, ktoś tak jak ja, wiąże z tym całe swoje życie, to działalność gospodarcza sporo ułatwia. Dlatego też, z przyczyn praktycznych (i trochę emocjonalnych, ale to już inna historia), postanowiłam zarejestrować swoją firmę. Niestety nie obyło się bez błędów i to dość poważnych.

1. Brak klientów

Moje rozstanie z pracodawcą nie przebiegało spokojnie. Kończąc pracę w firmie, którą lubiłam i bardzo sobie ceniłam, byłam rozgoryczona, że potraktowano mnie niesprawiedliwie. Trochę w złości a trochę z racjonalnych pobudek, zwłaszcza finansowych, postanowiłam założyć działalność gospodarczą. Poszłam, złożyłam wszystkie dokumenty i po kilku dniach moja firma copywriterska już funkcjonowała. Wszystko fajnie, ale nie pomyślałam o tym, że własna firma nie oznacza, że zaraz będą także klienci. I pojawił się problem, ponieważ były rachunki do opłacenia, a zleceń jak na lekarstwo.

Dziś już wiem, że najpierw trzeba zrobić dokładne rozeznanie rynku. Poszukać pierwszych klientów. Stworzyć na bazie współpracy swoje portfolio. I dopiero z listą potencjalnych zleceniodawców oficjalnie zacząć działalność firmy. Wiedza nieco spóźniona, ale z pewnością przydatna 🙂 .

2. Brak pewności siebie

Zanim powstała moja firma pisałam teksty dla swojego pracodawcy. Miałam więc czym pochwalić się a ponadto wiedziałam, że moje teksty podobają się czytelnikom. Ale to była wiedza teoretyczna. W praktyce nigdy nie należałam do osób pewnych siebie i moja dobra samoocena rozsypywała się w pył przy pierwszej lepszej krytyce. Brak pewności siebie sprawiał, że niemal zawsze szłam na rękę klientom. Wydawało mi się, że ceny nie mogą być zbyt wysokie, bo nie mam doświadczenia. Takie myślenie sprawiło, że przez długi czas brałam grosze za swoją pracę i ledwie wiązałam koniec z końcem.

Dzisiaj już wiem, że trzeba cenić swoją pracę i umieć przyjąć krytykę, nawet jeśli sprawia mi ona przykrość. Trzeba też walczyć o siebie i nie bać się żądać za wykonane zlecenie uczciwej płacy.

3. Każdy klient jest na wagę złota

Na początku prowadzenia własnej działalności przedsiębiorcy walczą o każdego klienta. Ja też tak robiłam. Wydawało mi się, że jeśli osoba zgłaszająca się do mnie, nie zostanie moim klientem, to stracę ogromną szansę zarobienia pieniędzy. Brałam więc zlecenia jak leci. Obniżałam ceny, aby zdobyć lub zatrzymać klientów. Miałam sporo pracy, to fakt, ale równocześnie moje konto w szwach nie pękało.

Z biegiem czasu moje podejście do klientów uległo zmianie. Doszłam do wniosku, że nie muszę pracować za bardzo niskie stawki. Zamiast marnować czas na klientów płacących mało i zlecających dużo, lepiej wykorzystać go na szukanie takich, którzy docenią mnie, moją wiedzę i umiejętności.

4. Wykonam każde zlecenie

To kolejny błąd, który nie raz odbił mi się czkawką. Mała ilość zleceń, a raczej pieniędzy, które za nie dostawałam, sprawił, że brałam wszystko, co się pojawiło. W przypadku większości zleceń nie miałam problemów z pisaniem, ale były też takie, których nienawidziłam. Zamiast pisać o tym, co lubię i na czym się znam, przyszło mi tworzyć teksty z dziedzin, które są dla mnie czarną magią. Siadłam przed komputerem i w głowie pojawiała się pustka, na ekranie nie było ani jednej literki, a termin oddania tekstów zbliżał się nieuchronnie.

Dziś już nie męczę się pisaniem. Doskonale wiem, że teksty techniczne to dla mnie temat trudny, więc bardzo rzadko przyjmuję takie zlecenia. Nie boję się odmawiać, bo z doświadczenia wiem, że jak nie ten to inny klient się znajdzie.

Od początku bardzo lubiłam pisać teksty. Każde kolejne zlecenie było dla mnie wyzwaniem. Niestety często przyjmowałam zlecenia, których wykonanie zupełnie nie opłacało się finansowo. Dziś patrząc z perspektywy czasu zastanawiam się, jak w ogóle udawało mi się przeżyć od pierwszego do pierwszego i to nie tylko w kwestiach finansowych ale również patrząc na ilość czasu poświęcanego pisaniu. 6 lat prowadzenia firmy nauczyło mnie sporo. Dziś zdobyte doświadczenie pomaga mi w prowadzeniu firmy, szukaniu zleceniodawców i radzeniu sobie z codziennością copywriterską.

kiedy brakuje zleceń

Co robi copywriter, kiedy brakuje zleceń?

Praca freelancera ma wiele zalet, ale ma też kilka poważnych wad. Jedną z nich jest konieczność szukania dla siebie zleceniodawców. Jedni copywriterzy mają z tym problem na początku swojej działalności, inni przez cały czas a jeszcze inni przez brak zleceń zupełnie rezygnują z pisania tekstów. Jest jednak kilka sposobów na przeczekanie dni bez zleceń.

Serwisy pośredniczące

Miesiąc temu obchodziłam 6 urodziny mojej działalności gospodarczej. Przez ten czas udało mi się nawiązać sporo kontaktów zawodowych. Klienci polecają mnie sobie i dzięki temu nie narzekam specjalnie na brak zleceń, zwłaszcza, że w ostatnim czasie pisanie na zlecenie stało się moją pracą dodatkową. Zdarzały się jednak miesiące, kiedy musiałam zapłacić wszystkie rachunki, a zleceń było jak na lekarstwo. Wtedy zaczęłam rozglądać się za miejscami, gdzie można szybko napisać teksty i otrzymać za nie zapłatę.  Jednym z nich były serwisy pośredniczące między zleceniodawcami a copywriterami. Jest ich w sieci co najmniej kilka i większość działa na podobnej zasadzie. Najpierw trzeba się zarejestrować w wybranym serwisie, następnie przesłać do oceny swój tekst. Po kilku dniach otrzymuje się informację o dołączeniu do grona copywriterów.  Po akceptacji można zacząć zarabiać. Zazwyczaj copywriter ma dostęp do listy zamawianych tekstów, z których może wybierać tematy najbardziej mu odpowiadające. Każde zlecenie poza tematem zawiera także informację o jakości tekstu i cenie za 1000 znaków. Copywriter wybiera i rezerwuje dla siebie tekst, pisze go a następnie wysyła do klienta. W razie uwag tekst trzeba poprawić. Po zaakceptowaniu przesłanego tekstu na wirtualne konto copywritera wpływają pieniądze, które można wypłacić po uzyskaniu minimalnej kwoty, na koniec miesiąca rozliczeniowego albo wtedy, kiedy ma się na to ochotę (dokładne informacje znajdują się w regulaminie serwisu).

Jak dla mnie zaletą takich serwisów jest stały dostęp do zleceń. Większość tekstów zamawianych w tego typu stronach to teksty SEO nie wymagające specjalnej wiedzy ani umiejętności, więc można napisać ich całkiem sporo, co przekłada się bezpośrednio na pieniądze. Niestety wadą takich serwisów jest niska cena za 1000 znaków, która waha się od 2 – 8 zł. Za takie pieniądze piszą już tylko początkujący copywriterzy, niemniej jednak kiedy posucha zleceniowa doskwiera serwisy dla copywriterów pozwalają załatać dziurę budżetową.

Sprzedaż gotowych tekstów

Drugim sposobem na zarobek jest pisanie tekstów i ich sprzedaż za pośrednictwem serwisów przeznaczonych do tego celu. Paczki gotowych tekstów tematycznych można sprzedać za pośrednictwem serwisu aukcyjnego Allegro, albo specjalnych grup na Facebooku. Ja osobiście nie lubię pisać w ciemno a potem sprzedawać gotowców i raczej stawiam na pisanie artykułów na zlecenie, niemniej jednak to też sposób na dodatkowych kilka złotych.

Poszukiwanie zleceń

Niezależnie od ilości zleceniodawców zawsze warto szukać nowych. Dlatego jak najczęściej należy umieszczać swoje ogłoszenia o chęci podjęcia współpracy na stronach, gdzie mogą znajdować się potencjalni klienci. Ja, na początku swojej kariery copywriterskiej korzystałam z forum PiO, gdzie o pozycjonowaniu i optymalizacji rozmawiają przedstawiciele firm, którzy potrzebują tekstów SEO. Od niedawna aktywnie szukam zleceń również na Facebooku oraz w serwisach ogłoszeniowych. Jest to żmudne i nieraz nic z tego nie wychodzi, ale to zawsze sposób na wyjście z dołka zleceniowego. 🙂

Brak zleceń w pracy freelancera zdarza się dość często. Bywają okresy bardzo dobre, ale również bardzo złe. Trzeba dawać sobie radę zarówno z dużą ilością zleceń jak i z ich brakiem.

Życzę Ci, aby w Twojej pracy było jak najmniej przestojów.

 

 

 

Copywriting – praca w domu

W ostatnim tygodniu spotkałam się kilkukrotnie z dyskusją dotyczącą pracy w domu, a dokładniej pracy copywritera wykonywanej przez mamę. Pojawiło się sporo pytań i odpowiedzi dotyczących tego zagadnienia. Stwierdziłam, że skoro sama zaliczyłam początek działalności copywrierskiej w czasie, gdy moje dzieci zaczynały chodzić do przedszkola, to może warto na ten temat kilka słów napisać.

Jak się zaczęło?

Moja kariera copywritera zaczęła się zupełnie przypadkowo. Kiedy syn i córka poszli do przedszkola stwierdziłam, że czas wracać do pracy. Najpierw udało mi się załapać na wspaniałą i niezwykle rozwijającą pracę w call center.  W sumie praca niezbyt dobrze płatna, a do tego poza miejscem zamieszkania, co wydłużało czas nieobecności w domu o niemal 2 godziny. Jednak po niemal 5 latach nieobecności na rynku pracy, nawet zapraszanie na pokazy garnków było super zajęciem 🙂 . Niestety już po 3 miesiącach okazało się, że nie tylko nie mam szans na uczciwe pieniądze, ale dodatkowo pracodawcy robią wszystko, by jeszcze uprzykrzyć pracownikom życie. Pewnego pięknego dnia przyszłam do pracy i okazało się, że właściwie to nie mam gdzie dzwonić, bo zabrakło listy numerów, które dostawałyśmy każdego dnia. Wtedy, chyba po raz pierwszy postawiłam się szefostwu i trzasnęłam drzwiami.

W sumie straciłam niewiele, ale wracając do domu płakałam jak bóbr. W moim miasteczku nie ma zbyt wiele zakładów pracy, gdzie przyjmowaliby pracowników. A bycie mamą dwójki maluchów jeszcze dodatkowo utrudnia znalezienie odpowiedniej pracy. Wracałam więc z poczuciem ogromnej porażki. Pamiętam, że w autobusie przysiadała się do mnie starsza pani, która zapytała co się stało. Opowiedziałam jej o tym jak zostałam oszukana, a ona powiedziała, że pomodli się za mnie i na pewno wszystko się ułoży. Podeszłam do tego zapewnienia nieco sceptycznie, ale okazało się, że moja rozmówczyni miała rację. Wracając do domu zobaczyłam ogłoszenie na witrynie sklepowej. Było tam napisane, że firma poszukuje administratora strony internetowej. Postanowiłam zgłosić chęć pracy – choć ja i internet niewiele mieliśmy ze sobą wspólnego. Okazało się, że potrzebny był administrator serwisu parentingowego. Choć technicznie niewiele umiałam, to moja wiedza związana z wychowaniem dzieci okazała się bezcenna (i kto by pomyślał, że posiadanie dzieci pomaga dostać pracę?).  Bardzo szybko przekonałam się, że łatwo przychodzi mi pianie tekstów i szybko nauczyłam się obsługi wordpressa oraz podstaw seo. Niestety po roku pracy w serwisie Linkbaby.pl wygasła moja umowa i po raz kolejny zostałam na lodzie.

Wtedy moi znajomi z forum dla pozycjonerów zaproponowali mi, bym zaczęła pisać teksty na zlecenie. Poszłam więc do urzędu i założyłam firmę. W sumie nie zastanawiałam się zbytnio nad tym czy znajdę klientów i czy w ogóle to się opłaca. Po prostu zarejestrowałam działalność i 1 kwietnia 2012 roku moja firma rozpoczęła działalność.

Muszę powiedzieć, że przez te 6 lat bywało różnie. Były miesiące, kiedy zarabiałam całkiem nieźle, ale były i takie, kiedy dopłacałam do interesu.  Niemniej jednak firma nadal działa, więc nie jest tak tragicznie 🙂

Praca w domu

Czytając wpisy na blogach freelancerów można dowiedzieć się, że praca w domu jest rewelacyjna. Nie trzeba martwić się poleceniami zwierzchników, nie ma wyznaczonych godzin pracy i ogólnie jest świetnie.  W moim wypadku tak nie było. Praca w domu ma wiele zalet, ale także nie jest wolna od wad – szczególnie, kiedy jest się mamą.  Często można dowiedzieć się, że jedną z największych zalet pracy w domu jest to, że można pracować, kiedy się chce, a nie od 8 do 16. To prawda, ale warto zauważyć, że czas pracy jest mocno ograniczony przez obowiązki domowe. Rzadko która kobieta jest w stanie zamknąć się na X godzin w pokoju i pracować. W praktyce w ciągu dnia trzeba odprowadzić dzieci do przedszkola, potem zrobić zakupy, pranie, posprzątać – zrobić kawę i może jakąś godzinkę popracować. Niestety zanim zacznie się praca na poważnie zegar wybija godzinę, kiedy trzeba odebrać dzieci z przedszkola. Po drodze jeszcze spacer, w domu obiad, podwieczorek, zabawa, przygotowanie do snu – i nagle okazuje się, że jest już 20.00 i w sumie z pracy niewiele wyszło 🙁 . A przecież klienci czekają na teksty. Więc zamiast 8 godzin w biurze wszystko trzeba zrobić przez 2-3 godziny, kiedy dzieci śpią. Jak można się spodziewać – nie tylko mniej czasu poświęca się pracy, ale także złotówek w kieszeni jest mniej niż na etacie.

Mówiąc o przepracowanych godzinach zapomniałam wspomnieć o tych dniach, kiedy maluchy chorowały. Przy dwójce dzieci z ospą albo rota wirusem o twórczej pracy nawet nie ma co myśleć. Najgorszym okresem był pierwszy semestr w przedszkolu, kiedy to moje pociechy chorowały dwa tygodnie, potem szły do przedszkola na kilka dni i kolejne dwa tygodnie w domu.

Ale spokojnie, drogie mamy – każdy kolejny rok w przedszkolu to mniej chorób, a w szkole to moje pociechy niemal wcale nie chorują 🙂 .

Dziś moje pociechy są uczniami 5 i 4 klasy szkoły podstawowej. Umieją zająć się same sobą. Same odrabiają lekcje, a nawet potrafią zrobić sobie kanapki. Czyli w sumie jest super i czas na pracę powinien się znaleźć… No właśnie „powinien”… Niestety nie ma tak dobrze. Moje pociechy bardzo się kochają, ale nie potrafią wytrzymać 10 minut spokojnie. Ciągła wojna o wszystko sprawia, że żałuję, iż nie są już tymi słodkimi przedszkolakami. Kiedy byli mali miałam szansę na pracę wieczorami, bo dzieci zasypiały ok. 20.00.  Niestety teraz o tej porze to moje maluszki zaczynają rozrabianie na całego. Jak mają dobry dzień to spokojnie robi się ok. 22.00 w gorsze dni czas zasypiania się wydłuża.

Warto jeszcze zaznaczyć, że problemy domowe bardzo mocno odbijają się, przynajmniej w moim wypadku, na mojej pracy. Jeśli zdarzy się jakaś poważniejsza kłótnia, albo pojawiają się problemy w szkole, to zamiast o temacie artykułu, moja głowa myśli stale o tym jak rozwiązać problem. Tym samym z pisania nici.

Okropne? Pewnie tak. Jednak są także dni nieco lepsze. Doskonałym tego przykładem są odwiedziny kolegów moich dzieci. Nie wiem jak u innych mam, ale u mnie w domu dodatkowa dwójka lub trójka maluchów oznacza – ciszę i spokój. Nie wiem jak to działa, ale pokój pełen dzieci jest znacznie cichszy niż ten, gdy są tam tylko moje pociechy.

Poza tym po 6 latach pracy w domu można się przyzwyczaić do ciągłej pracy na kilku etatach. Każda mama freelancerka musi sama stworzyć swój system pracy. To nie jest łatwe, ale pewnego dnia okazuje się, że większość trudności można pokonać. Trzeba mieć też nadzieję, że dzieci kiedyś wyrosną i uda się naprawdę pracować na pełen etat. Ja osobiście taką nadzieję, gdzieś w sercu mam, ale czy i kiedy się ziści?

A jak praca w domu wygląda u Was – mamy freelancerki? Napiszcie w komentarzach.